|

Ufasz ciału?

To jak - ufasz?

Kiedy pytam w ankiecie przed warsztatem o największy problem do rozwiązania, bardzo często czytam: „nie ufam mojemu ciału”.

No i co z tym możemy zrobić?

Z zaufaniem jest tak, że niby każdy wie, o co chodzi, ale kiedy próbujesz to ująć w słowa, nagle okazuje się, że rozmawiasz bardziej o intuicji niż o definicji.
Bo co to znaczy, że ufasz?
A zwłaszcza – co znaczy, że ufasz swojemu ciału?

Jest taka mała książeczka Charlesa Feltmana, która podejmuje się tej definicji: zaufać to pozwolić, żeby coś bardzo dla nas cennego stało się podatnym na działania drugiej strony, wierząc w jej dobre intencje.

Lubię to ujęcie, bo podkreśla, że zaufanie to wybór.

Co to znaczy ufać ciału?

Myślę sobie, że to znaczy przestać widzieć w ciele narzędzie, a zacząć je traktować jak drugą stronę relacji.

Pozwolić ciału mieć wpływ na to, co ważne: decyzje, zdrowie, tempo, pracę, odpoczynek – wierząc, że nie kłamie i nie zdradza.

Zaufanie do ciała to gotowość oddania kawałka kontroli w ręce biologii.

To znaczy zauważać odczucia i pozwolić ciału:

  • decydować o tempie,
  • sygnalizować granice,
  • mówić „już dość”,
  • mówić „teraz tak”, „teraz nie”,
  • regulować, a nie tylko wykonywać polecenia.

I co ważne: zaufanie nie działa na zasadzie „wszystko albo nic”.
Możesz ufać odczuciom swojego ciała, chociaż nie ufasz swojej fizycznej sile.
Możesz ufać, że wiesz, kiedy ciało mówi „nie”, chociaż zdarza ci się ignorować, że chcesz siku 😉

Czy ciało kłamie? Czy ciało mówi prawdę?

Nie. I nie.

Ciało reaguje.

Odpowiedź ciała to fizjologia.
Może nam dać trochę większy wgląd w to, jak nasz układ nerwowy odbiera sytuację, ale nie ma mocy jasnowidzenia.

I jeśli chcesz odzyskać do ciała zaufanie, pierwszym krokiem jest rozdzielenie dwóch rzeczy, które zwykle wrzucamy do jednego worka: reakcji i interpretacji.

Reakcja to: spięte barki, przyspieszony oddech, ściśnięte gardło i wszystko inne, co ciało robi. 

Interpretacja to komentarz, który dodaje wewnętrzny narrator – że starość nie radość, bo boli w krzyżu, że spać się chce, bo cukier spada, że kiepsko znosisz stres, bo znów się całx czerwonx zrobiłxś.

Tymczasem – cóż za niespodzianka – ciało nie jest złośliwe, nie prowadzi dywersji, nie ocenia twoich wyborów. Daje ci znać o stanie układu nerwowego tu i teraz. A to, co z tą informacją zrobisz, to już twoja część tej relacji.

Odzyskaj zaufanie

Zaczynasz odzyskiwać zaufanie wtedy, kiedy obserwujesz reakcję bez natychmiastowego budowania historii. Za to z ciekawością wobec własnego ciała.

Praktyka: Zatrzymaj narratora

Kiedy zauważysz jakąś reakcję ciała, spróbuj zrobić na moment pauzę w wewnętrznym komentarzu. Możesz użyć mantry, zaklęcia czy hasła bezpieczeństwa – czegoś, co zatrzyma cię zanim wpadniesz w króliczą norę kolejnych interpretacji.

I wróć do tego, co ciało zrobiło. I po prostu to nazwij: napięło się, zdrętwiało, pulsuje, ciepło, swędzi.

Niech to będzie mikroskopijny krok ku autonomii wobec własnych interpretacji, ale wystarczający, żeby zacząć odbudowywać zaufanie do ciała.

Cztery nogi zaufania

Zaufanie ma cztery nogi: szczerość, wiarygodność, rzetelność i troskę.

O dwóch pierwszych już było, ale warto powtarzać w nieskończoność: ciało nie kłamie, nie mówi prawdy – po prostu reaguje na to, co się dzieje.

Sygnały ciała są rzeczywiste, ale to do nas należy ich interpretacja.
Czasami trafiamy, czasami błądzimy.

Rzetelność
Nasze ciała są tak kosmicznie niesamowite, że im więcej się o nich dowiadujemy, tym ogromniejszy ogarnia zachwyt. Tak, ciało jest kompetentne, ale nie wszechmocne. Ma swoje możliwości, zakresy, ograniczoną energię, własną zdolność regulacji i poziom zasobów, który zmienia się wraz ze snem, stresem i kontekstem.

Jeśli czujesz, że ciało cię zawodzi, to być może oczekujesz od niego więcej, niż w tej chwili jest w stanie zrobić? Brak zasobów to nie jest brak kompetencji.

Troska
Jesteśmy organizmami, których głównym zadaniem jest przeżyć. Nikt się tak o ciebie nie troszczy, jak twoje ciało i układ nerwowy. Wiem, wiem – czasami przegina i serwuje nam alergie albo choroby autoimmunologiczne, ale to nie z braku, a z nadmiaru troski.

Zaufać ciału to przestać traktować je jak projekt. I czasem się nim szczerze pozachwycać – nie dlatego, że spełnia jakieś normy, ale dlatego, że jest niewiarygodnie sprytne, wytrzymałe i uparte w próbie utrzymania cię przy życiu.

Jakt tracimy zaufanie?

Mogłabym mieć pseudonim artystyczny „To Zależy”, bo nauczyłam się, że proste i pojedyncze wytłumaczenia najczęściej wiodą nas na manowce magicznych jedynych słusznych rozwiązań. Rzeczy i sprawy rzadko mają jedną przyczynę.

Może być tak, że zazwyczaj po prostu ignorujesz, co ciało chce powiedzieć. Tu zaciśniesz zęby, tam lecisz na oparach, a jak boli, to poboli i przejdzie. Jeśli ciało ciągle ci przeszkadza – tracisz do niego zaufanie.

Może być tak, że masz świetnie zaprojektowaną relację z ciałem: trening perfekcyjnie ułożony pod cele sylwetkowe, aplikacja mówi ci, czy dobrze śpisz, golisz nogi i masz idealne BMI. Outsourcujesz zaufanie do ekspertów i norm. A jeśli ciało nie podoła – tracisz do niego zaufanie.

Może wierzysz w racjonalne myślenie, emocje uważasz za nieprofesjonalne, a ciało jest dla ciebie taksówką dla mózgu. Zarządzasz nim, kontrolujesz, optymalizujesz. Za nic nie ufasz.

Może nie potrafisz nazwać tego, co czujesz. Nie umiesz rozróżniać wrażeń, sygnały z ciała zlewają się w nieczytelny szum. Nie rozumiesz – więc nie ufasz.

Może być tak, że masz pecha i spotyka cię jedna z tych rzeczy, które zawsze dzieją się innym, a nie nam. Ciało przestaje być przewidywalne i bezpieczne – a ty tracisz do niego zaufanie.

Możesz rozpoznać się w jednym z tych opisów albo w kilku. Rzeczy i sprawy rzadko mają jedną przyczynę.

Odzyskiwanie zaufania też rzadko wraca dzięki jednemu leczniczemu rytuałowi. Częściej składa się z wielu drobnych momentów uważności, samowspółczucia i budowania nawyków, które z czasem zaczynają się na siebie nakładać.

Nie wszystko trafia na bloga!

Chcesz więcej inspiracji? Zapraszam do newslettera 🙂
Newsletter

Podobne wpisy