Wojna o nerw błędny

Czy argument, że coś działa wygrywa?

A właściwie: czy jest wystarczający, żeby bronić kwestionowanej teorii?

Co z tym nerwem?

Jest duża szansa, że słyszeliście o teorii poliwagalnej. Tak zakładam, bo zbudowany wokół niej globalny rynek ma w tej chwili wartość ponoć co najmniej miliarda dolarów, a to generuje trochę szumu. Ten rynek to nie tylko certyfikowane kursy dla terapeutów, ale też warsztaty dla pacjentów, audioterapia w modelu subskrypcyjnym, książki, appki i terapie indywidualne. 

W centrum teorii autorstwa Stephena Porgesa leży nerw błędny – najdłuższy w ludzkim ciele, biegnący od czaszki do jamy brzusznej, o imponującym obszarze unerwienia. 

W bardzo dużym skrócie: według teorii poliwagalnej nerw błędny działa jak dyrygent dla układu nerwowego, przełączając organizm pomiędzy trzema stanami reakcji na stres: bezpieczeństwa, mobilizacji i zamrożenia, których hierarchia wynika z rozwoju ewolucyjnego (filogenezy). Przy czym, doprecyzowując: nerw błędny pełni tutaj rolę przede wszystkim komunikacyjną, a „dyrygentura” dzieje się w jądrach pnia mózgu (czyli już w centralnym układzie nerwowym). 

Skąd te nerwy?

Bardzo niedawno (maj 2026) w Clinical Neuropsychiatry ukazał się artykuł zawierający bardzo ostrą krytykę założeń teorii poliwagalnej. Głównym autorem publikacji jest Paul Grossman, który prowadzi systematyczną krytykę naukową tej teorii już od 2007 roku. Najnowszy artykuł napisał z 38 współautorami – ekspertami w dziedzinach fizjologii, ewolucji nerwu błędnego oraz zachowań społecznych kręgowców. Część z nich była cytowana jako źródła we wcześniejszych pracach Porgesa (co ja uważam za wspaniałe strategicznie posunięcie). 

Krytyka Grossmana dotyczy podstawowych założeń teorii poliwagalnej: twierdzeń dotyczących neuroanatomii i ewolucji, które zdaniem autora(ów) są niezgodne z aktualnym stanem wiedzy:

Ramy teorii poliwagalnej promują błędne wyobrażenia o tym, jak ludzki umysł i układ nerwowy funkcjonują wspólnie, oraz wprowadzają nowe mentalne fikcje i fantazje na temat relacji umysł-ciało.

Choose your fighter

Spór Grossman-Porges, który nabrał rozpędu w 2023 roku, pogłębia podział między klinicystami a naukowcami. Ci pierwsi bronią zastosowań praktycznych teorii poliwagalnej, ci drudzy rygoru empirycznego. 

Bo część problemu z przyjęciem tej krytyki polega na tym, że narzędzia oparte na teorii poliwagalnej faktycznie w praktyce działają. 

Cóż: wykorzystywane metody są faktycznie skuteczne, a ich działanie zostało potwierdzone badaniami, tylko wytłumaczenie ich mechanizmów może być inne niż proponuje teoria poliwagalna. Posługując się prostą życiową metaforą: nie muszę wiedzieć, jak działa światłowód, żeby używać skutecznie internetu. 

Skoro teoria jest (potencjalnie) fałszywa, dlaczego działa terapia?

Co działa?

Coś starego, coś nowego

Na tej liście jest tylko jedno unikalne dla teorii poliwagalnej narzędzie: oparte na nagraniach dźwiękowych SSP, które – według założeń teorii – poprzez filtrowaną muzykę z ludzkimi głosami, ma stymulować nerw błędny i mięśnie ucha środkowego, dostarczając sygnałów bezpieczeństwa i poprawiając tonus wagalny. 

Pozostałe metody psychosomatyczne istniały często już przed zaadaptowaniem pod teorię Stevena Porgesa, a współcześnie są wykorzystywane szeroko w nurtach psychoterapii opartej na dowodach (EB) jak CBT, DBT, ACT i EMDR, gdzie zebrano konkretną bazę badań potwierdzających ich skuteczność (ale inaczej wyjaśniających ich mechanizmy fizjologiczne!). 

Weźmy za przykład wydłużony wydech. Teoria poliwagalna mówi, że taki oddech aktywuje brzuszną (społeczną) część nerwu błędnego, przełączając automatycznie układ nerwowy w stan bezpieczeństwa. Możemy jednak wytłumaczyć to działanie tak: wydech działa jak specyficzna „pompka” wypychając krew z płuc do serca, co sprawia, że rośnie ciśnienie, rejestrują to baroreceptory tętnic i alarmują mózg, który spowalnia akcję serca, faktycznie komunikując się przez nerw błędny. I to jest efekt fizjologiczny, ale jeszcze nie psychologiczny, na który będą dodatkowo wpływać oczekiwania kulturowe, nawyki oddechowe czy wiara w metodę. 

TikTok State of Mind

Pomimo krytyki teoria poliwagalna jest niesamowicie popularna. Wpływa na to na pewno jej redukcjonizm i intuicyjność, bo w dość prosty sposób opisuje mechanizmy fizjologiczne. Jest bardzo wdzięczna jako element storytellingu w psychoedukacji, chociażby przez atrakcyjne metafory drabiny stanów układu nerwowego czy neurocepcji. A to się sprawdza nie tylko w gabinecie terapeutycznym, ale i na TikToku. 

Co więcej narzędzia terapeutyczne są proste, można się ich łatwo nauczyć i wykonywać samodzielnie, a to ma również tę zaletę, że buduje poczucie sprawczości pacjenta.

Jak nie wiadomo o co chodzi....

Tak: pieniądze. 

Certyfikacja jest relatywnie niedroga – aktualnie kurs z certyfikatem Polyvagal Institute, który daje możliwość stosowania założeń teorii w pracy z pacjentami kosztuje 7200 PLN i nie wymaga wcześniejszego przygotowania. Tymczasem, dla porównania, kurs nauczycielski mindfulness (MBSR) prowadzony przez Polski Instytut Mindfulness to niemal czterokrotnie wyższy koszt (ok. 28.600 PLN) oraz wymaga wcześniejszego ukończenia kursu jako osoba uczestnicząca i udokumentowanej 1,5-rocznej regularnej formalnej praktyki medytacyjnej.  

Wygląda na to, że teoria poliwagalna stała się atrakcyjną „fast certification” dla początkujących coachów i terapeutów. A to oznacza tysiące zapisów na kursy. Przeciekawe jest, jak obficie rośnie również ilość i rozmaitość szkoleń opartych na tej metodzie, a jednocześnie nie zmienia się formułowanie psychoedukacji wokół kwestionowanych założeń teorii.

Jest szansa, że krytyka wręcz wzmacnia lojalność zwolenników, bo nic tak nie łączy jak oblężona twierdza, wspólny wróg i wznoszenie barykad. 

Po co te nerwy?

No dobrze, to co nam z tego ostatecznie wynika? Przyznaję, że moje serduszko jest mocno po stronie krytycznych naukowców, bo w nic tak mocno nie wierzę, jak w rzetelną wiedzę popartą wartościowymi dowodami naukowymi. 

To, co mnie przede wszystkim nie przekonuje to założenie o pewnej uniwersalności emocjonalnych ludzkich odruchów, którą ma gwarantować wspólna biologia gatunku ludzkiego. Takie podejście ignoruje, że emocje i ich fizjologiczne korelaty (w tym napięcie nerwu błędnego) są kulturowo konstruowane poprzez zgadywanki mózgu, jednostkowe doświadczenie i kontekst społeczny – jak przekonująco proponuje Lisa Feldman-Barett w teorii konstruowania emocji. 

Ostatecznie zgadzam się z autorami krytyki, że większość tego, co ludzie cenią w teorii poliwagalnej, to stare, dobrze znane idee w nowym opakowaniu. Cieszę się, że narzędzia wypracowane na gruncie teorii poliwagalnej działają. Cieszę się, że uwzględniają ciało, co nie jest wcale takie oczywiste w klasycznej psychoterapii. Ale nie sądzę, że temu podejściu służy dodawanie nieścisłej neurobiologicznej narracji. 

Nie wszystko trafia na bloga!

Chcesz więcej inspiracji? Zapraszam do newslettera 🙂
Newsletter

Podobne wpisy